Marek Bańczyk, "Metropolia"
To jest wydanie główne MetroMonitora, a ja nazywam się Polios Urbański. Dobry wieczór Państwu. Dzisiaj wydanie specjalne, poświęcone roli mediów w epoce globalnej wioski. Czy doniesienia o rzekomej śmierci geografii są oparte na faktach, czy też – mocno przesadzone? Czy globus będzie nam jeszcze potrzebny? Czy rozwój mediów i technologii przekazywania informacji zrewolucjonizował świat? Od kilku lat trwa zażarta dyskusja pomiędzy specjalistami na temat ewolucji myślenia terytorialnego. No właśnie. – Ewolucji czy schyłku? Łączymy się ze studiem w Poznaniu, w Polsce, gdzie specjalnie dla MetroMonitora zgromadziliśmy trzech ekspertów goszczących na konferencji Milenium Miernej Mediokracji. Są z nami, rzecz jasna za pośrednictwem mediów: Pani Frances Cain-Cross, Rektor Exeter College na Oksfordzie, brytyjska dziennikarka znana przede wszystkim jako jedna z redaktorów prowadzących tygodnika THE ECONOMIST oraz oczywiście jako autorka książki „Śmierć odległości”. Towarzyszą jej Prof. Kevin Mormon z Uniwersytetu w Cardiff, specjalista od innowacji i polityki regionalnej oraz Prof. Naresh Panditte z Norwich Business School, autor wielu prac na temat klastrów i lokalizacji firm.
URBAŃSKI: Halo Poznań, dobry wieczór Państwu. Witamy w głównym wydaniu MetroMonitora.
CAIN-CROSS, MORMON, PANDITTTE: Dobry wieczór.
URBAŃSKI: Przejdźmy od razu do sedna. Pani Rektor, wystąpiła Pani z bardzo ostrą tezą. Czy rzeczywiście, że tak powiem, globus przejdzie do lamusa?
CAIN-CROSS: Pięknie powiedziane, Panie Redaktorze (śmiech). Raczej nie przejdzie, bo już przeszedł. Kiedy ostatni raz posługiwał się Pan globusem?
URBAŃSKI: Oj, mam globus w honorowym miejscu w salonie...
CAIN-CROSS: No i? Do czego Panu służy? Do ozdoby. No, może jeszcze do jakichś sentymentalnych podróży po krainie marzeń i to raczej – sennych. Świata Pan sobie poprzez globus nie wyobraża, ani – tym bardziej – nie planuje podróży, nie oblicza czasu dostaw zamorskich towarów ani drogi pokonywanej przez list od kolegi po fachu z Argentyny. Świat ogląda Pan w Discovery, Planete albo Travel & Living. Dostawy zamawia Pan przez Internet, komunikuje się Pan przez – jak wy to nazywacie? No – gadu-gadu. Albo – przez e-maile.
URBAŃSKI: I w ten sposób morduję geografię...
CAIN-CROSS: Nie musi Pan. Sama się wykańcza. To nieuchronne. Współczesne media i struktura gospodarki nie dają geografii szans. Bliskość i dalekość przestają mieć znaczenie. Podobnie jest z transportem. Zresztą, zaczęło się to już w XIX wieku. Koszty transportu towarowego spadały. W następnym stuleciu – spadały koszty transportu ludzi. Obecnie – obserwujemy gwałtowny spadek kosztu zdalnego przekazywania informacji. Informacji, czyli idei i rozwiązań. To ostatni bastion i pada bardzo szybko. Internet wpłynął na świat w stopniu wciąż niedoszacowanym.
URBAŃSKI: Ale świat to nie tylko informacje i rozwiązania oraz zasoby niematerialne. To również namacalne rzeczy.
CAIN-CROSS: I prawie wszystkie z tych namacalnych rzeczy może Pan kupić prawie z dowolnego miejsca na ziemi w innym dowolnym miejscu na ziemi poprzez e-commerce. Poza tym, ma Pan coraz mniej powodów, aby w ogóle myśleć o miejscu jako takim. Bo po co? Coraz więcej firm wprowadza decentralizację, coraz więcej ludzi pracuje na odległość za pośrednictwem Internetu. Może Pan prowadzić codzienne spotkania z pracownikami tak samo, jak obecnie z nami – przez setki kilometrów. Pana głos i obraz niesiony w światłowodzie pokonuje odległość metra i tysiąca kilometrów w czasie, który w obu sytuacjach dla ludzkich zmysłów jest nierozróżnialny. Po co więc jeździć, skoro media załatwią transport najważniejszych elementów spotkania za Pana? Nawet uciec z pracy Pan nie może na koniec świata, bo można Pana tak zaobrączkować GPS-ami i kamerami, że będzie Pan w pewnym sensie wciąż blisko, choćby zaszył się Pan w lasach Papui-Nowej Gwinei...
URBAŃSKI: Taka globalna wioska. Co na to Profesor Mormon?
MORMON: Globalna wioska to taki sam niewypał jak Kraj Kwitnącej Wiśni. Wszyscy tak mówią, bo wszyscy tak mówią. Ale nikt ani w Japonii nie widział wiśni, ani nie czuje się wieśniakiem, dlatego, że ma telefon komórkowy, szerokopasmowy Internet czy telewizję satelitarną. Wioska to takie miejsce, gdzie płynie życie sielsko. Czy w dzisiejszym świecie tak jest i to dzięki mediom? Hmmm... Ale odpowiadając na Pana istotne pytanie – oczywiście Pani Rektor przesadza z tą śmiercią geografii czy nawet – z degradacją pojęcia odległości.
URBAŃSKI: Przesadza. Aha. A mocno?
MORMON: Co najmniej tak mocno, jak Mark Twain donoszący o swojej śmierci (śmiech). Chciałem też zauważyć, że wieszczenie czyjegoś zgonu, nawet jeśli to byt niematerialny, może się skończyć przewrotnie dla wieszczącego. Na przykład Nietzsche próbował pochować Boga, a jednak to Nietzsche w końcu poddał się kile. Więc akurat to gadanie Nietzschego było chyba do niczego. Obserwując praktyki większości ludzkości, można powiedzieć, że Bóg radzi sobie raczej nieźle...Tak, że tej geografii też bym raczej nie przekreślał. Rzeczywistość nas otaczająca nie do końca chce Pani Rektor Cain-Cross słuchać.
CAIN-CROSS: Obawiam się, że to Pan czegoś nie dosłyszał, Profesorze...
MORMON: A ja się obawiam, że Pani Rektor niektóre rzeczy niepotrzebnie myli, a innych nie zauważa. Myli Pani na przykład zasięg przestrzenny z głębokością społecznego odbioru. Media mają zasięg. Ale media nie gwarantują odbioru. Mogą rozprzestrzeniać informacje, ale niekoniecznie prowadzą do ich zrozumienia, a w jeszcze mniejszym stopniu – do przyswojenia i wykorzystania. A w bardziej wzniosłych działaniach, w edukacji czy tworzeniu innowacyjności – przyswojenie, dyskusja, przetworzenie – to właśnie jest klucz do sukcesu. I nie da się on poddać algorytmowi działania mediów. Innowacje nie powstają zdalnie i w dowolnym rozproszeniu.
CAIN-CROSS: Internet rewolucjonizuje również edukację. Już przedtem istniały kursy korespondencyjne. Obecnie trudno sobie wyobrazić jakąkolwiek uczelnię bez Internetu. Uczyć można się teraz nie tylko w szkolnej ławie, Panie Profesorze. Do ilu wielkich bibliotek i zbiorów miałby Pan dostęp w ciągu jednego dnia w roku 1910, a do ilu ma Pan dostęp teraz, zakładając tylko, że wykupi Pan odpowiednie kody? Ilu odczytów antropologicznych mógłby Pan wówczas wysłuchać, a ile analogicznych programów może Pan obecnie zobaczyć na kanałach edukacyjnych albo w Internecie? Media skróciły dystans do zera, Profesorze. Media i techniki telekomunikacyjne są zarówno efektem, jak i napędem oraz twórcą innowacji.
MORMON: No wie Pani? Jest jednak pewna różnica między korespondencyjnym kursem szycia a studiami na Pani Exeter College – uczelni przestrzennie i terytorialnie zdefiniowanej. Poza tym, gdyby tak było, jak Pani mówi, innowacje byłyby globalnie rozproszone, podobnie jak media. Mogłyby powstawać wszędzie dzięki mediom. I Pani, i ja bylibyśmy również rozproszeni po świecie. Tymczasem Pani pochodzi z określonego terytorialnie państwa, tego samego, co ja. Proszę zauważyć, że specjalizacje naukowe i gospodarcze są silnie skoncentrowane na obszarze państw narodowych. Innowacje są terytorialnie nierównomiernie rozmieszczone. No i powstają w drastycznie NIE-rozproszonych terytorialnie strukturach. W klastrach. A klastry to lokalne zagęszczenia, niezależnie czy są to klastry marshallowskie, czy typu hub-and-spoke. Gdzie te Pani media? Klastry powstają lokalnie, strategie tworzenia klastrów to regionalne strategie innowacyjne typu RIS. Dyfuzja informacji może niegeograficzna, równoczesna i globalna. Tworzenie innowacji – jest ściśle terytorialne. Media to nie wszystko, Pani Rektor. Media tu sprawy nie załatwią. Tu potrzeba współdziałania regionalnych lub lokalnych sił.
PANDITTE: Nie muszą.
MORMON: Słucham?
URBAŃSKI: No właśnie, Panie Profesorze, co ważniejsze – globalne działanie mediów czy lokalna gęstość klastrów innowacji?
PANDITTE: Media nie muszą załatwiać sprawy. Media nie są gwoździem do trumny geografii. Media to nie jest zresztą taki monolit jak się wydaje.
URBAŃSKI: No tak, tak. Robiliśmy nawet taką sondę uliczną: Jak oceniasz rolę mediów? Muszę powiedzieć, że respondenci okazali się kreatywni. Niektórzy mówili na przykład, że źle oceniają, bo media ciągle drożeją – prąd, gaz, woda itp... Inni – że oceniają dobrze, bo jak człowiek jest takim medium, to potrafi pokazać w jakiej piwnicy bandyci przetrzymują porwaną osobę albo – że takie medium to potrafi rozmawiać z duchami... ( śmiech) No, ale powiedzmy – media jako środki masowego, globalnego i chyba – błyskawicznego, przekazu...
PANDITTE: Na przykład telewizja?
URBAŃSKI: Na przykład. Telewizja, zwłaszcza – internetowa – ale nie tylko. Telewizja na pewno zredukowała znaczenie odległości w świecie i umożliwiła rozproszenie ludzi, którzy teraz niemal w dowolnym zakątku świata mogą nas oglądać.
PANDITTE: Na pewno to się Pan myli, Redaktorze. Nie chodzi o to dokąd dociera telewizja, ale w jaki sposób powstaje. Bo to jest innowacja. Media rzeczywiście miały być w opinii niektórych autorów zabójcze dla geografii. Media jako sektor kreatywny, jako przemysł. Produkt tego przemysłu jest przecież pozbawiony wagi fizycznej, idealnie lekki i wszechobecny. Jeśli, jak twierdzi Pani Cain-Cross, koszt i bariera w transportowaniu informacji, idei, rozwiązań przestają być w naszym stuleciu istotne...
CAIN-CROSS: Oczywiście, że przestają.
PANDITTE: ...wówczas generowanie produktów opartych na ideach, rozwiązaniach i informacji również powinno być wyzwolone z ram terytorialnych. A nie jest.
MORMON: A nie jest?
URBAŃSKI: A nie jest?
PANDITTE: A nie jest. Telewizja to nie neutralizator klastrów, lecz domena klastrów. W tej branży tworzą się klastry i są bardzo istotne. Taki na przykład klaster, jak Hollywood...
URBAŃSKI: Pan mówi teraz o masowej produkcji filmowej – wszyscy znamy ten przykład – Hollywood, Bollywood, Nollywood. Ale to nie media; to nie telewizja.
PANDITTE: Hollywood jest przede wszystkim klastrem telewizyjnym. Dwa razy więcej ludzi pracuje tam w telewizji niż w filmie. Ale żeby spojrzeć na bliższe tereny, przygotowałem dane o koncentracji zatrudnienia w Wielkiej Brytanii. Proszę spojrzeć.
URBAŃSKI: Proszę tu, o, do kamery...
Typ aktywności medialnej Londyn Reszta Anglii Walia Szkocja
Stacje telewizyjne 12300 5400 1300 1400
Telewizja satelitarna i kablowa 5300 400 0 0
Niezależna produkcja telewizyjna 8200 3600 1200 500
Stacje radiowe 10000 6800 700 1500
Animacja 1400 1200 200 100
Postprodukcja 4500 900 100 100
Cyfrowe efekty specjalne 600 100 0 0
Udostępnianie studia i sprzętu 2100 1400 100 300
Media internetowe 20100 7900 1100 600
Produkcja gier interaktywnych 1400 5500 0 800
Multimedia off-line 2400 3900 1300 300
Produkcja reklam 2500 300 0 0
Produkcja materiałów korporacyjnych 1100 1200 200 100
Dystrybucja filmowa 500 0 0 0
Laboratoria filmowe 400 200 0 0
Inne 1000 500 0 0
PANDITTE: Jak Państwo widzą, media telewizyjne w Wielkiej Brytanii, to Londyn, Londyn i jeszcze raz Londyn. I to praktycznie niezależnie od konkretnej specjalizacji procesów składających się na łańcuch wartości na rynku telewizyjnym. Poza Londynem można mówić jeszcze o Glasgow i ewentualnie Bristolu.
URBAŃSKI: Jeśli dobrze rozumiem, nie uważa Pan, aby media zabijały geografię?
PANDITTE: Media raczej pokazują siłę geografii i znaczenie koncentracji terytorialnych typu klastrowego. Nie jestem jednak przekonany, czy ma to związek z pionową integracją klastra i postulowanym przez Prof. Mormona imperatywem terytorialnym w perspektywie edukacji lub wymiany wiedzy. Wydaje mi się raczej, że to poziome działania klastra – wielość firm z tego samego poziomu łańcucha wartości. Z pewnych względów działają szybciej i lepiej niż gdyby były częścią jednej wielkiej firmy na tym samym terenie albo gdyby kontaktowały się czysto sieciowo z odległych punktów globu.
URBAŃSKI: No to spójrzmy teraz na perspektywę globalną. Specjalnie dla nas, z Uniwersytetu Loughborough w hrabstwie Leicestershire, krótki komentarz w tej sprawie przedstawi Prof. Peter Taylorr, dyrektor międzynarodowej sieci naukowej Globalization and World Cities. Halo, halo, Panie Profesorze?
TAYLORR: Halo.
URBAŃSKI: Jak Pan, Panie Profesorze, z perspektywy badań nad modelem miasta globalnego widzi znaczenie dystansu, geografii i mediów? Czy media wzmocniły, czy osłabiły znaczenie regionalności? Czy Pan jako autor teorii sieciowej miast przychyla się do zdania, że media zabiły geografię?
TAYLORR: Teoria sieciowa ma u podstaw geografię. Nie może więc prowadzić do jej zabicia, bo zabiłaby samą siebie. Teoria sieciowa pokazuje jednak, i tu media są dobrym przykładem, że dominująca w geografii ekonomicznej teoria miejsca centralnego Christallera ustępuje miejsce czemuś, co nazywamy na razie teorią przepływu centralnego.
URBAŃSKI: Przepływu medialnego?
TAYLORR: Nie. Media tylko go wyrażają. To przepływ procesów biznesowych i społecznych. Miasta, w których ten przepływ procesów osiąga najwyższe natężenie i węzłowe skupienie traktów przepływowych z innych miast, osiągają kluczową pozycję w światowej hierarchii. To również opisuje geografia, choć oczywiście – nie sama. Dlatego do badań sieci miast konieczny jest interdyscyplinarny zestaw kilku dziedzin.
URBAŃSKI: A media?
TAYLORR: Media są tam, gdzie się coś dzieje. Im bardziej są i im bardziej są połączone ze światem, tym bardziej znaczy to, że się dzieje. Dotyczy to więc dwóch parametrów mediów w miastach świata – ich gęstości w mieście i aktywności wewnątrzmiejskiej oraz połączeń w sieci światowej. Mogę Państwu pokazać na przykład takie zestawienie…
URBAŃSKI: Już się bałem, że tak rozbudowane, jak Prof. Panditte’a...
TAYLORR: Nie, tylko kilka prostych liczb, w końcu jesteśmy w telewizji...Widać?
Wewnętrzna masa aktywności medialnej
1. Londyn 1,00
2. Nowy Jork 0,69
3. Los Angeles 0,65
4. Paryż 0,60
5. Berlin 0,54
Usieciowienie medialne
1. Londyn 1,00
2. Nowy Jork 0,74
3. Paryż 0,74
4. Los Angeles 0,68
5. Mediolan 0,65
URBAŃSKI: Tak. Co mówią te liczby, co mówią te miasta?
TAYLORR: Liczby mówią o tym, jaki dystans dzieli miasta z pierwszej piątki do lidera – w obu przypadkach – Londynu. Londyn jest zarówno najsilniejszym producentem medialnym na świecie, jak i węzłowym punktem na mapie powiązań medialnych. Pozostałe miasta są w czołówce medialnej świata.
URBAŃSKI: I czego to dowodzi?
TAYLORR: Te same miasta są w czołówce klasyfikacji miast światowych w ogóle. To miasta napędzające świat, kluczowi gracze. To najważniejsze metropolie światowe.
URBAŃSKI: Czyli może Pan przyznać rację Mieczysławowi Rakowskiemu: kto ma telewizję, ten ma władzę?
TAYLORR: Nie. Raczej: kto ma siłę żywiołu społecznego i biznesowego sprawstwa, do tego lepi się telewizja.
URBAŃSKI: Ciekawe sformułowanie. Profesorze, proszę zostać z nami, a tymczasem łączymy się z ostatnim zdalnym gościem dzisiejszego wydania MetroMonitora – Markiem Bańczykiem, metrobiologiem, publicystą METROPOLII, przebywającym chwilowo w Kapsztadzie. Panie Marku, czy mogę mówić do Pana „Panie Marku”?
BAŃCZYK: Redaktorze, będę mówił do Pana „Redaktorze”. Też lubię symetrię.
URBAŃSKI: (konsternacja) Okej... Więc Panie Marku, co Pan sądzi o mediach i klastrach, i śmierci geografii?
BAŃCZYK: O wszystkim naraz? Sądzę, że to zbiór pojęć, takich jak np. lew, czarownica i stara szafa.
URBAŃSKI: (konsternacja) Nie rozumiem.
BAŃCZYK: No to może po kolei, ale od końca. Klastry medialne powstają, media koncentrują się. Ale nie świadczy to wcale o słabości tezy „death of distance”, tezy o zmierzchu pewnego wymiaru terytorialności. Argument o „śmierci geografii” nie zakłada wcale śmierci przestrzeni. Mówi tylko tyle, że ODLEGŁOŚĆ nie determinuje już wielu zjawisk gospodarczych, które dawniej determinowała. Klastry nie są dobrym argumentem. Oznaczają tylko skalę mikro. Nie ma ani półklastrów ani ćwierćklastrów. Czyli przynajmniej liniowy wymiar odległości marnieje.
URBAŃSKI: Wyczuwam w tej argumentacji poparcie dla Pani Cain-Cross.
BAŃCZYK: To znaczy, że czucie i wiara silniej mówią do Pana, a do mnie – szkiełko i oko. A poważnie, to też nie.
URBAŃSKI: Dlaczego?
BAŃCZYK: Internetowe sieci mają swoje ograniczenia. Jest może gadu-gadu, ale nie ma bara-bara. Przez Internet nie można zrobić dziecka. Jakaś różnica to jednak jest. Państwo niesłusznie uznają, że ludzie chcą tylko nabywać lub oddawać wiedzę, żeby tworzyć innowacje. I Pani Cain-Cross twierdzi, że można to robić przez komórkę i Internet, a Pan Mormon – że nie. Pani jest chyba bliżej prawdy w tym szczególe, mimo że dalej – w ogóle. To znaczy: oczywiście, że można wymieniać wiedzę i uczyć się można prawie z pominięciem odległości. Co więcej, wszystkie liczące się punkty tworzenia wiedzy, czyli najważniejsze naukowo miasta są usieciowione z wszystkimi innymi i dystans nie gra tu roli. Ignorujące odległość usieciowienie jest wręcz konieczne. Najbardziej powiązane ze sobą (naukowo i edukacyjnie) są amerykańskie miasta, mimo że dzielą je największe odległości – i te właśnie amerykańskie miasta dominują w światowym rankingu cytowań naukowych. Więc tutaj, Pan Mormon trafia w pustkę (przestrzenną).
URBAŃSKI: A więc można tworzyć innowacje i przyswajać informacje na odległość?
BAŃCZYK: Można, ale się nie chce. Istnieje cała sfera doznań człowieka, które być może pozornie są mniej wzniosłe niż fetysz naszych czasów – innowacje, ale które determinują zachowanie ludzkich cząstek elementarnych silniej niż popyt na wiedzę. I te właśnie sfery wymagają wzajemnej bliskości ludzi, względnie – pobytu człowieka w ściśle określonym miejscu, typu: szczyt góry albo dno morza. I nie mam tu na myśli żadnych przenajświętszych relikwii świeckiego świata, czyli badań naukowych, tylko zwykły napływ do głowy takich emocji, które na lata zmieniają człowieka. Takich, że człowiek zaczyna chcieć. I tutaj kanał Discovery, Planete czy Travel and Living mogą stanowić co najwyżej coś w rodzaju słabej przystawki. Nigdy nie zastąpią dania głównego. Nicholas Negoponte, szef Laboratorium Mediów MIT zapowiadał, że zmierzamy w stronę cyfrowej planety, w której kontakty międzyludzkie wymkną się spod kontroli odległości i przeniosą się całkowicie na płaszczyznę „społeczności cyfrowych”. Taką społeczność można zobaczyć w późnych dziełach Houllebecqa, zwłaszcza w „Możliwości wyspy”. Przerażająco nudny, pozbawiony erotyki i większych napięć azyl nieudaczników. Mimo wszystko myślę, że ludzie w większości to nie są takiego lichego miotu sieroty życiowe, które mogłyby do takiego wykastrowanego cyberglobu tęsknić.
URBAŃSKI: A więc w bliskości międzyludzkiej media nie pomogą? W tworzeniu siły miast?
BAŃCZYK: Media dobrze jest analizować w strukturze miasta w myśl założeń analizy antropolitalnej (ANTROpologiczne ujęcie struktury i funkcjonowania metroPOLII). Są one odpowiednikiem układu nerwowego. Przesyłają impulsy od systemu centralnego na obwód i odwrotnie. Mogą prowokować określone zachowania i wydarzenia, co jest odpowiednikiem dróg przewodnictwa piramidowego w układzie nerwowym. Wynaturzone lub wytrącone z równowagi powodują panikę i chaos w organizmie. I odwrotnie – podporządkowane innym komórkom, ospałe, odcięte od systemu i zakneblowane, prowadzą do marazmu i ostatecznie – zaniku tkanki miejskiej. Wreszcie, zwykle w odpowiednim bardzo wysokim spiętrzeniu występują w strukturach strategicznie dominujących i najważniejszych (mózg, metropolie światowe).
URBAŃSKI: Przychyla się więc Pan do zdania swojego mentora, Prof. Taylorra, że media swoją koncentracją terytorialną odzwierciedlają istniejącą sieć i hierarchię między miastami oraz terytoriami?
BAŃCZYK: Owszem, ale Prof. Taylorr nie powiedział prawdy do końca. Media niewątpliwie również współkreują sieć powiązań i siłę metropolii. Bardzo trudno jest powiedzieć, do którego momentu media czynią metropolie, a od którego – metropolia przyciąga media. To zjawiska naprzemienne, wzajemnie się warunkujące i napędzające. Jak Feniks i coś tam, w co się przeradzał.
URBAŃSKI: Jajko.
BAŃCZYK: Jajko. Niech będzie. To tak pod Wielkanoc.
URBAŃSKI: Kończy nam się czas antenowy. W Pana mieście odbywa się właśnie wielka konferencja medialna. Dotychczas rola mediów nie była w istotny sposób uwzględniana w badaniach miast polskich. To pierwsza tej rangi inicjatywa. Czy ostatnia?
BAŃCZYK: Absolutnie nie. Już za miesiąc w METROPOLII premiera pierwszego w Polsce rankingu siły metropolitalnej polskich miast – METROX2008.PL. Jako pionierskie tego typu opracowanie uwzględnia on usieciowienie mediowe polskich miast. Więcej powiedzieć jeszcze nie mogę. Albo i mogę, ale nie chcę. Wszystko będzie jasne za miesiąc.
URBAŃSKI: I tego sobie, Państwu, ekspertom w poznańskim studiu, Profesorowi Taylorrowi w Loughborough i Panu Markowi życzę. Dziękuję i zapraszam ponownie na MetroMonitor za miesiąc. Do widzenia Państwu!
CAIN-CROSS, MORMON, PANDITTE, TAYLORR, BAŃCZYK: Do widzenia.
[napisy]
PS: Imiona i nazwiska ekspertów: pani Cain-Cross oraz panów Mormona, Panditte’a oraz Taylorra są przeróbką nazwisk autentycznych postaci: Frances Cairncross, Kevina Morgana, Naresha Pandita i Petera Taylora. Ich cytowane wypowiedzi są fikcją stworzoną dla potrzeb artykułu, ale jednocześnie – wysoce prawdopodobne. Poglądy i niektóre argumenty zostały zaczerpnięte z ich własnych artykułów, opracowań i wypowiedzi. Biografie lub tytuły ich dzieł są prawdziwe. Marek Bańczyk z kolei to... Marek Bańczyk, występujący w tym tekście zarówno jako jego bohater i jego twórca – sprawca fikcyjnego telewizyjnego zamieszania.